Wiecznie młode – Audi A8 D3

Audi A8 D3 to auto, które mimo upływu lat wygląda świetnie, zwraca na siebie uwagę. Druga generacja flagowej limuzyny z Ingolstadt zadebiutowała w 2002 roku. Aż ciężko uwierzyć, że po 13 latach od swojego debiutu wygląda nowocześnie. Wydaje mi się, że auta które były produkowane przed 2010 rokiem były projektowane z dbałością o detale, tak aby po wielu, wielu latach samochód wyglądał atrakcyjnie. Testowany przez nas egzemplarz to wersja przedłużana z silnikiem 4.2 i napędem quattro. Zapowiada się ciekawie!

Wnętrze A8 zaprojektowano z szczególną dbałością o detale. Testowany przez nas egzemplarz jest wyposażony w piękną, beżową skórę. Fotele oferują, ponad podstawowymi funkcjami oferują funkcję wentylacji oraz masażu. Jest to jednak coś, co możemy spotkać chociażby w nowym Passacie albo Mondeo. To wygląda jak skóra, jest skórą, to co wygląda na drewno jest drewnem. To co wygląda na aluminium jest… plastikiem. Srebrny pasek który przechodzi pod elementami drewnianymi jest plastikiem, jakiego spodziewałbym się w Golfie. Tutaj nie przystoi. Pasażerowie z tyłu mają multum miejsca, a do ich dyspozycji jest dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, ogrzewanie i wentylacja każdego z siedzeń.

Z wielkim “bananem” na twarzy odbieram kluczyki do “Audicy”. Otwieram drzwi, zapadam się w nieziemsko komfortowym fotelu i wciskam przycisk START. “V-ósemka” wita mnie dyskretnym bulgotem. Wysuwają się głośniki systemu Bang & Olufsen wrzucam skrzynię na “D” i zaczynam podróż. Od pierwszego momentu nawet nie kusi mnie żeby wykorzystać moc tego silnika. O nie. To auto jest tak wygodne, że nie chce się nim zapierdalać. Wyjeżdżam na autostradę, włączam masaż fotela i relaksuje się. Podróżuje w warunkach nie gorszych niż mój pasażer z tyłu Samochód na tyle odcina mnie od środowiska zewnętrznego że muszę uważać żeby nie zasnąć. Aktywny tempomat tylko pogarsza sprawę. Po chwili widzę “niedzielnego kierowcę” w Volvo V70 który uważa, że lina na której jadę to rozbiegówka, a nie właściwy pas. Szybkie wybudzenie, skrzynia w tryb sportowy i podłoga. Skrzynia momentalnie zrzuca trzy biegi na raz, redukuje do “trójki” i czuje eksplozje mocy. Nie urywa mi jednak karku. Nagle na liczniku ze 120 km/h zrobiło się 160. 170. 180. Hamuję. Tylko tak, aby moi pasażerowie nie wylądowali na przednich fotelach. Pedał hamulca działa świetnie. Nie działa on 0-1, tylko pozwala idealnie dopasować siłę hamowania. Wracam do poprzedniej prędkości, aktywuje tempomat i wracam do podróży.

Docieram bezpiecznie do celu i zostawiam pasażerów w miejscu docelowym ich podróży. Teraz zostaje sam na sam, z 350-konną bestią. Teraz albo nigdy. Wrzucam skrzynię w tryb sportowy, adaptacyjne zawieszenie przestawiam w tryb SPORT i but. Auto wystrzela do przodu, silnik ryczy, a ludzie na około patrzą się myśląc “Pajac ma Audi, to musi pokazać co to nie on”. To było silniejsze ode mnie. Nagle na mojej twarzy pojawia się uśmiech od stóp do głów. Studzę jednak swój entuzjazm i wchodzę szybciej niż powinienem w łuk. Auto wbrew pozorom trzyma się jak przyklejone. Jednak na wyjściu z łuku, gdzie zakręt się zacieśnia czuje podsterowność. Dohamowanie i problem znika. Układ kierowniczy jest progresywny, i zauważyłem dziwną rzecz. Otóż im bardziej skręcam kierownicą, tym bardziej układ się usztywnia. Ciekawe odczucie. Nadwozie się w trybie sportowym się nie przechyla się, czuć jednak tą ponad dwutonową masę. Po chwili szaleństwa zawieszenie przestawiam w tryb komfortowy, a skrzynie w tryb normalny. Mimo wszystko, autem tym jeździ się najprzyjemniej bez wariactw.

Następny Artykuł

BMW 325Ci E46 – TEST

Author

t.swiatek(małpa)motoarena.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.