Subaru Forester 2.5i – Najlepszy? – TEST

Zawsze miałem słabość do Subaru. Nie wiem, czy to za sprawą kierowców takich jak Colin McRae czy Peter Solberg, którzy śmigali po OSach autami tej marki, czy dlatego że Subaryny po prostu są wyjątkowe. O ile swoją bryłą nie wyróżniają się z tłumu, o tyle tym co znajduje się pod tą bryłą już tak. Każde Subaru ma pod maską boksera. Każde (z wyjątkiem sportowego BRZ) ma stały napęd na cztery łapy, który bez kozery można porównać do quattro stosowanego przez Audi. Ba, są nawet tacy którzy twierdzą że Symmetrical AWD jest lepsze! Żeby zrozumieć fenomen tej marki, trzeba przejechać się Subaru. Lata temu u ojca w firmie mieli Legacy. To stare, kanciaste, z początku lat dziewięćdziesiątych. Starsze ode mnie. W pracy prześcigali się kto szybciej przejedzie ślimaka na zjeździe z aleii KEN na Dolinę Służewiecką. Podobno ktoś przekroczył 100 km/h na godzinę w tym poczciwym Legasiu, tylko że potem opony zaczęły puszczać. Samochód chciał jechać jeszcze szybciej.

Forester zasłużył sobie na szacunek kierowców już od pierwszej generacji. Niezbyt urodziwe, podwyższone kombi (oparte na pierwszej generacji Imprezy), radziło sobie ponadprzeciętnie w terenie. Ba, Foryś pierwszej generacji zawstydził nie jednego SUVa w tamtych czasach. A, i była wersja turbo!

Potem przyszła druga, najbardziej ekscytująca jak dla mnie generacja Forka. Wersja STI (tak, w Japonii był dostępny Forester STI) miała 320 kucy! Więcej niż ówczesna Impreza WRX STI. Ahh, jak ja tęsknię za tamtym okresem w motoryzacji…

Trzecia generacja była nijaka. Nie ma sie co rozpisywać na jej temat. Była. I tyle. Wnętrze było okropne i beznadziejnie wykonane. Swego czasu, pojawił się ciekawy koncept, z silnikiem i skrzynią z Imprezy STI (2.5 turbo 315 KM, 6b manual), ale do realizacji tego projektu nie doszło. A szkoda.

Czwarta generacja to trochę takie być albo nie być. Rywale, i to z rodzimego podwórka, zaczęli pakować w swoje SUVy więcej bajerów. Mazda CX-5 podbiła rynek. Toyota cały czas leci na opinii niezawodnej marki i RAV4 jest bardzo dobrze sprzedającym się SUVem. Jeśli spojrzymy na nasze drogi, to bezwątpienia najwięcej jest “raf czwórek” pośród japońskich pseudo terenówek. Forek IV przed liftem był taki sobie. Trochę siermiężny i nie wyróżniający się niczym dla przeciętnego Kowalskiego. Jednak facelifting przyniósł zmiany. W opcji pojawił się system EyeSight, w skład którego wchodzą:

– adaptacyjny tempomat

– system automatycznego hamowania przed przeszkodą

– asystent utrzymania pasa ruchu

– system monitorowania martwego pola w lusterkach

– Rear Break Assist, który potrafi sam zahamować, gdy cofając napotkamy na przeszkodę

Ta ostatnia opcja świetnie się sprawdza, gdy wyjeżdżamy z podjazdu i nie widzimy za wiele. Najpierw zacznie pikać ostrzegając nas o nadjeżdżajcych podjazdach, a w razie potrzeby da po heblach za nas. Ponadto, w Foresterze pojawiły się adaptacyjne reflektory ledowe który świetnie oświetlają drogę i świetnie radzą sobię z automatyczną zmianą świateł drogowych na mijania i vice versa. Czego brakuje z technologicznych nowinek? Na pewno przednich czujników parkowania. System multimedialny jest, lekko mówiąc, przedpotopowy. Plus za opcjonalne audio harman/kardon, które gra świetnie i nie wymaga poprawiania basów czy sopranów. Głośniki wydają z siebie bardzo czyste dźwięki.

Forester jeździ tak jak prawdziwe Subaru powinno jeździć – bardzo pewnie. Mimo tego że jest to SUV, możemy zaskakująco szybko pokonywać nim zakręty. Najlepsze jest to, że nie cierpi na tym komfort. Jak to możliwe? A – dzięki temu, że pod maską tego auta pracuje bokser, środek ciężkości umieszczony jest relatywnie nisko. Silnik ten siedzi o wiele niżej aniżeli R-czwórki u rywali i fizyka działa jak najbardziej na korzyść Forestera. B – stały napęd na cztery łapy inteligentnie rozdziela moc między koła i nie ma mowy o uślizgu któregoś z kół. Domyślnie, 60% mocy idzie na oś przednią, a 40% na tylną. Może to oczywiście ulec zmianie, w zależności od warunków panujących na drodze. Dzięki tym dwóm rzeczom, inżynierowie mogli bardziej miękko zestroić zawias, ale w granicach rozsądku, tak aby Forek nie pływał na zakrętach. Stery są takie sobie. Ford zdecydowanie lepiej poradził sobie z przejściem na elektrycznie wspomaganie układu kierowniczego. Temu w Subaru brakuje precyzji, chociaż nie ma na co narzekać. Bezstoponiowy automat działa zaskakująco dobrze – symuluje biegi taki, że mamy warażenie jakbyśmy jechali samochodem z konwencjonalnym automatem. Takie CVT to ja rozumiem!

Legenda głosi, że Forestery świetnie sprawdzaja sie w terenie. Oczywiście nie jest to pełnoprawna terenówka pokroju Pajero czy Land Cruisera, ale Forek zajedzie o wiele dalej niż większość rywali. Oprócz 22-centymetrowego prześwitu i stałego napędu na cztery kola, mamy tu tryb X-Mode, który zmienia ustawienia pracy silnika, sposób rozdzielania mocy oraz zachowanie kontroli trakcji. Ponadto, tryb ten uaktywania asystenta zjazdu ze zniesienia.

Czy jest się do czego przyczepić w Foresterze? Tak, jest. Po pierwsze silnik. Pod maską mojej testówki pracuje wolnossący bokser o pojemności 2.5 litra i mocy 175 kucy. Jest to stara, niezawodna konstrukcja. Proponuję dopłacić kilka tysięcy i wybrać równie niezawodną dwulitrową, uturbioną jednostkę o mocy 240 KM znaną z modelu WRX. Ten silnik o wiele bardziej pasuje do sportowego charakteru Forestera. Po drugie, wykonanie wnętrza naprawdę odstaje od europejskiej konkurencji. Jest ono dość surowe, chociaż nie tak bardzo jak w Mitsubishi Outlanderze. Tamten to dopiero jest przedpotopowy! W Subaru wszystko jest idelanie spasowane, jednak design nie porywa, a i materiały użyte do wykończenia są takie sobie (tragedii nie ma). Z tyłu jest zaskakujaco dużo miejsca (więcej niz w nowym Mondziaku), a bagażnik jest foremny i ma podwójną podłogę.

Forester jest swego rodzaju białym krukiem. W świecie, gdzie auta produkuję się dla mas, Subaru potrafiło zaprojektować samochód pod kierowcę. I chwała im za to. Jak dla mnie, Forek jest najlepszym SUVem dostępnym obecnie na rynku. Gdyby kiedykolwiek mi odbiło i szukalbym auta tego typu, wybrałbym właśnie Forestera z silnikiem 2.0 turbo. Jeśli jednak jesteś spokojnym kierowcą który nie potrzebuje napędu na cztery koła, a chcesz mieć zaawansowanego technologicznie SUVa, to sprawdź nowego VW Tiguana. Jest on zdecydowanie lepiej wykonany od Forestera (jeśli chodzi o wnętrze) i zapewnia więcej komfortu, jednak to samochód do bólu nudny i nie daje frajdy z jazdy jaką jest w stanie zaoferować Subaru. Jeśli szukasz kompromisu, poczekaj aż do salonów zawita nowa Mazda CX-5, która właśnie zadebiutowała. Auto zostało bardzo pozytywnie przyjete i zarówno VW, jak i Subaru mają się czego bać!

 

  • Silnik: 2.5 B4 wolnossący
  • Moc: 175 KM @ 5800 rpm
  • Maksymalny moment obrotowy: 235 Nm @ 4100 rpm
  • Skrzynia biegów: CVT (automatyczna bezstopniowa)
  • 0-100 km/h: 8.5 s
  • Masa własna: 1540 kg
  • Cena egzemplarza testowanego: $34 000
  • Średnie spalanie: 10 l/100 km
  • Pokonany dystans: 1200 km

Poprzedni Artykuł

Volvo V40 T4 – TEST

Następny Artykuł

Skoda Rapid Spaceback – TEST

Author

t.swiatek(małpa)motoarena.com.pl

Komentarze

4

    1. Forester prowadzi się o niebo lepiej, ale kosztem komfortu. Skrzynia biegów w Subaru działa prawie jak zwykły automat (zasługa wirtualnych przełożeń), a ta w Mitsu sprawia, że silnik bardzo wyje. Forester jest wykonany z lepszych materiałów niż Outlander, ale to ten drugi oferuję więcej miejsca, ma pojemniejszy bagażnik i można go kupić w wersji 7-osobowej. Forek lepiej poradzi sobie w terenie. Moim zdaniem, Subaru zdecydowanie wygrywa z Mitsubishi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.