MINI Cooper 5D – Coś za coś – TEST

Wychodzę z założenia, iż samochody można podzielić na dwie grupy. Takie, które zapadają nam w pamięci oraz takie, które po prostu spełniają swoją rolę w przemieszczaniu się z punktu A do B. Jazda tymi drugimi nie wywołuje większych emocji i jako fan motoryzacji niechętnie do nich wracam. Z tymi pierwszymi jest jednak inaczej. Niejednokrotnie zdarzyło się, że spontanicznie wychodziłem z domu na dwie godziny, a żeby po po prostu pojeździć bez celu. Za każdym razem, gdy siadam za sterami Miniacza, odnoszę wrażenie, że prowadzenie aut tej marki wiąże się z przyjemnością i przynależnością do pewnej grupy entuzjastów. Tak jak motocykliści pozdrawiają się podniesieniem dłoni, tak kierowcy Mini z uśmiechem spoglądają na siebie.

Do dziś w pamięci mam “gokartową frajdę z jazdy” jaką zapewnił mi Cooper S. Bardzo interesowało mnie, czy cywilny Cooper będzie jeździł jak hot hatch, czy może bliżej mu będzie do BMW serii 1. Pomimo panującej przez poprzednie dni deszczowej pogody, ku mojej uciesze w dniu odbioru auta świeciło słońce. Dzięki temu mogłem od razu sprawdzić jak tak naprawdę jeździ Cooper. Zaraz po zajęciu pozycji za kierownicą i rozgrzaniu silnika przełączyłem samochód w tryb sport. Bardzo ciekawiło mnie jak Mini z 3 garami pod maską przyspiesza. Jak mogłem się spodziewać, auto jest wyraźnie wolniejsze od Cooper S, ale po dłuższym czasie mogę stwierdzić, że moc jest w pełni wystarczająca zarówno w mieście jak i w trasie. No i ten trzycylindrowiec fajnie brzmi! Z obowiązku wspomnę, że w testowanym Cooperze pracuje silnik o pojemności 1.5 generujący moc 136 KM oraz moment obrotowy o wartości 220 Nm.

Wybór pierwszej trasy nie był przypadkowy. W teście Cooper S narzekałem na bezlitośnie twarde zawieszenie (które z kolei sprawiło, że auto prowadziło się niesamowicie), więc jednym z pierwszych pokonanych przeze mnie odcinków był pokryty asfaltem, który lata świetności ma już za sobą. W złagodzonej wersji odniosłem wrażenie, że zawias pracuje zdecydowanie przyjemniej. Niestety, na zakrętach nie jest już tak sztywny jak mocniejszy brat, przez co można doświadczyć mocniejszego wychylania się. Układ kierowniczy zapewnia natomiast tak samo dobrą kontrolę i czucie jak w “Esce”.

Nie do końca rozumiem, jaki zamysł mieli inżynierowie projektując pięciodrzwiową odmianę Coopera. Na pewno nie można do niego podchodzić jako do auta praktycznego, ponieważ po otwarciu tylnych drzwi otwór wejściowy jest bardzo mały, przez co wyższe osoby będą miały problemy ze wsiadaniem. Również przestrzeń na tylnej kanapie pozostawia wiele do życzenia.

Na nieco uwagi zasługuje system multimedialny, który dodatkowo wyposażony był w rozszerzony system audio. Głośniki generują czyste brzmienie, bez przesterowania, nawet przy słuchaniu muzyki z dużą ilością basu. Dla zwiększenia intuicyjności, przydałby się dotykowy ekran. Bardzo ułatwiłoby to obsługę, ponieważ  dostęp do kontrolera jest utrudniony przez podłokietnik. Reszta bez zaskoczeń – jest to prawie to samo co w Beemkach, jedynie zmieniono oprawę graficzną.

Mini Cooper w nadwoziu pięciodrzwiowym to samochód dla ludzi, którzy lepiej się czują z dodatkową parą drzwi z tyłu (czy to ze względów praktycznych, czy bezpieczeństwa). Moim zdaniem sylwetka samochodu nieco straciła względem mniejszego brata, ale o gustach się nie dyskutuje. Jeżeli jednak ktoś poszukuje samochodu nieco większego, polecam rozejrzeć się za BMW serii 1, gdyż w cenie testowanego Coppera można dostać ciekawie wyposażone 118i, które nie dość, że jest bardziej prestiżowe, to ma klasyczny napęd.

Silnik: 1.5 R3, turbo

Moc: 136 KM

Moment obrotowy: 220 Nm

Skrzynia biegów: 6-biegowa automatyczna

0-100 km/h: 8,7s

Masa własna: 1460 kg

Cena egzemplarza testowanego: 133 725 PLN

Średnie spalanie: 7,6 L/100 km

Author

m.klimczak@motoarena.com.pl

Komentarze

6

  1. Przymierzam się właśnie do zakupu auta i Mini Cooper też jest przeze mnie brany pod uwagę, ale trzy drzwiowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.