Lamborghini Gallardo Spyder – If you can dream it, you can buy it

Lamborghini Gallardo było samochodem marzeń mojego dzieciństwa. Gdy tylko dostałem pierwszy telefon z kolorowym wyświetlaczem, na tapetę powędrowało zdjęcie Gallardo w charakterystycznym, żółtym kolorze. Od momentu otrzymania “prawka” przyświecało mi jedno marzenie – poprowadzić supersamochód. Godzinami wyobrażałem sobie jak niesamowite musi być przyspiesznie takiego “egzotyka” i jak pięknie musi brzmieć V10 wkręcające się na wysokie obroty. Pragnąłem poprowadzenia dzieła sztuki na kołach, w którym wszystko dopracowane jest do perfekcji, a poziom zaawansowania technologicznego można porównać do statku kosmicznego.

W najmnjiej oczekiwanym momencie, dostałem telefon do znajomego. Bez zbędnego “Cześć, jak się masz” oznajmił: “Znam kogoś, kto jest w stanie użyczyć ci Gallardo na cały dzień”. Nie dowierzałem własnym uszom. Stałem jak wryty. Gdy doszło do mnie, że pojawiła się okazja spełnienia mojego dziecięcego marzenia, rzuciłem krótko: “Kiedy i gdzie.” Po otrzymaniu daty i współrzędnych całe moje myśli skupione były na Lamborghini.

Z Arturem, właścicielem Gallardo, umówiłem się o godzinie 10 rano w sobotni poranek. Na miejscu byłem oczywiście przed czasem. Przeglądam wiadomości na telefonie aż nagle… usłyszałem huk. Dźwięku V10 nie da się z niczym pomylić. Wiedziałem że to on. Artur parkuje Lambo i wręcza mi klucz do serca “urodziwej włoszki”. Z podekscytowaniem wsiadam do Lambo i od razu odkrywam jedną rzecz. Pozycja za kierownicą jest fantastyczna – siedzi się bardzo nisko i mamy doskonały widok do przodu. Wsiadanie i wysiadanie wymaga trochę wprawy. W końcu gdy podjeżdżamy takim autem, chcemy zaprezentować się z gracją. Każdy element wewnątrz Gallardo jest pokryty albo skórą, albo alcantarą. Materiały są na najwyższej jakości, aczkolwiek niektóre elementy zostały zapożyczone z Audi. Barkuje tu oryginalności jaką można spotkać w Ferrari.

Bez zastanowienia, przekręcam kluczyk i zapalam silnik. Ciarki przechodzą mi po plecach. I to dosłownie, bowiem za moimi plecami drzemie V10 o pojemności 5 litrów i mocy 512 koni mechanicznych. Co ważne, stosunek masy do ilości koni mechanicznych jest taki sam jak w Murcielago (z motorem 6.2L V12). Silnik rozpędza ważące półtorej tony auto do 100 km/h w 4.3 sekundy, co w dzisiejszych czasach nie robi piorunującego wrażenia. Testowany przeze mnie kilka miesięcy temu Model S P85D osiąga pierwszą “setkę” w 3.2 sekundy.

Jednak każdy fan motoryzacji wie, że nie zawsze chodzi o liczby. O ile Model S P85D szybszy jest na papierze, o tyle emocje jakie dostarcza Lamborghini Gallardo przy przyspieszaniu są nie do pobicia. Dźwięk monstrualnej “V-dziesiątki”  jest istną symfonią. Dodatkowo testowany egzemplarz wyposażony był w “customowy” układ wydechowy. Dzęki niemu, auto brzmi niczym bolid Formuły 1 z poprzedniej dekady. Zmiana kolejnego biegu wiąże się z szarpnięciem i… przerwą w dostarczaniu mocy. Napęd przenoszony jest na obie osie za pośrednictwem jednosprzęgłowej skrzyni zautomatyzowanej, która jest po prostu przestarzała. Jest ona cholernie niekomfortowa – szarpie tak, jakby zaraz miała się rozlecieć. Jednak podoba mi się to. Daje to niepowtarzalne wrażenia, a co najważniejsze, przypomina że jazda Lamborghini to nie żarty.

Fenomenalne właściwości trakcyjne Gallardo zawdzięcza stałemu napędowi na cztery koła, który rozdzielony jest w stosunku 30:70 (przód:tył). Auto ma tyle przyczepności, że podczas całego dnia spędzonego z tym samochodem ani razu nie udało mi się wpaść nawet w kontrolowany poślizg (jeździłem nim zarówno po torze, jak i drogami publicznymi). Układ kierowniczy jest niesamowicie precyzyjny i daje bardzo dużo pewności w prowadzeniu.  Co do zawieszenia, nie muszę chyba go opisywać. Nie ma ono ani krzty komfortu. I nie ma prawa mieć. Jest to auto stricte sportowe i każdy kto kupuje supersamochód  jest tego świadomy. Manewrowanie Gallardo nie należy do łatwych. Promień skrętu jest bardzo duży (11.5m), a słabe wspomaganie układu kierowniczego tylko utrudnia sprawę. Dodatkowo, samochód jest bardzo nisko zawieszony, więc zanim ruszymy, musimy kierować się zdrowym rozsądkiem i zastanowić się czy trasa którą obierzemy jest odpowiednia dla takiego samochodu. Posiadacza Lambo zapewne stać jest na inne auta i do jazdy na codzień wybierze coś wygodniejszego i łatwiejszego w prowadzeniu.

Ciężko było mi się rozstać z Gallardo. W głębi duszy chciałem uciec nim jak najdalej i jak najszybciej. Gdy promienie zachodzącego słońca padały na szary lakier, wiedziałem, że najlepszy dzień w moim życiu zmierza ku końcowi. Doświadczenie z jazdy tym autem jest niesamowite. Nie nadaje się ono do zwykłej jazdy. Jest niczym nieposkromiony byk – nie wie co to spokój. Czy można oczekiwać od supersamochodu czegoś więcej?  Dla mnie Gallardo to szczyt szczytów. Możliwości tego auta przewyższają obecnie moje umiejętności. Gdyby było mi dane spędzić przynajmniej tydzień z tym samochodem na torze, byłbym w stanie nauczyć się tego auta. Na razie mogę tylko pomarzyć. Maybe one day…

 

 

Specjalne podziękowania dla Premier Restorations Enterprises, LLC za pomoc w realizacji materiału. Zapraszamy na ich stronę internetową: www.premierrestony.com

Author

t.swiatek(małpa)motoarena.com.pl

Komentarze

5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.